wtorek, 19 czerwca 2018

Jak wybrać dobry żłobek dla dziecka?



Ci co mnie znają doskonale wiedzą, że mam dziecko w żłobku. Dla mnie wybór żłobka nie był ciężki. Jednak zauważyłam, że dużo matek ma problem by w odpowiednim czasie zadecydować gdzie i do którego żłobka zapisać dziecko. Dlatego zadam nieco pytań, na jakie każda matka powinna sobie odpowiedzieć przed wyborem żłobka.

1. Żłobek prywatny czy publiczny?
W brew pozorom to jest jedno z kluczowych pytań. Warto się wcześniej zapoznać z różnicami w zajęciach dla dzieci oraz w kosztach. Przez wzgląd na różne teorie tyczące się żłobków publicznych ja wolałam wybrać prywatny. Wiadomo, że czesne w żłobkach prywatnych jest dużo wyższe, jednak często program też jest bogatszy, a w żłobkach publicznych za wiele zajęć trzeba dopłacać i to nie małe pieniądze.

2. Skąd wziąć pieniądze na żłobek?
Pieniądze zawsze prowadzą do największych sporów. Warto jednak się rozejrzeć czy firma, w której pracuje rodzic nie daje dofinansowań. Często są to dofinansowania w kwotach 300-500zł, a wiadomo przeliczając to na comiesięczne utrzymanie w żłobku to jest ładna kwota. Dodatkowo wiele miast również oferuje dofinansowania nawet w żłobkach prywatnych. Więc warto spokojnie się zorientować jak wygląda rekrutacja na takie miejsce dofinansowane. Spora część rodziców korzysta z obu form dofinansowania, które skutecznie odciążają budżet rodzinny.

3. Kiedy zacząć planowanie posłania dziecka do żłobka?
Jak najwcześniej. Jeżeli nie planujecie przeprowadzek warto nad tym się zastanowić przy wyborze formy urlopu macierzyńskiego - czyli chwilę przed porodem to idealny czas na plany. Są żłobki które oferują opiekę nad dzieckiem już w okolicach 6 miesiąca życia dziecka. Nawet jeśli planujesz roczną przerwę zawodową warto wcześniej posłać dziecko do żłobka w celu adaptacji zarówno psychicznej jak i zdrowotnej dziecka i matki. Dużo mam ma sporo oporów w pierwszych dniach "żłobkowania". Warto być wtedy na każde zawołanie. Wiele dzieci adaptując się w żłobku również musi swoje "odchorować", a składanie L4 co drugi tydzień niekoniecznie jest mile widziane u pracodawców.
Warto też kilka miesięcy przed planowanym rozpoczęciem "żłobkowania" mieć już podpisaną umowę ze żłobkiem. Niestety liczba miejsc w żłobkach jest ograniczona i zostawianie takich spraw na ostatnią chwilę grozi brakiem miejsca dla pociechy.

4. Jaka powinna być lokalizacja żłobka?
Warto z dużym wyprzedzeniem zorientować się nad lokalizacją żłobków. Duży plus jeżeli wybrany żłobek jest położony 5 min od miejsca zamieszkania lub miejsca pracy. Jeśli tak nie jest trzeba dużo wcześniej się zorientować jak wygląda dotarcie do żłobka szczególnie w godzinach szczytu.

5. Jaki jest program żłobka?
Osobiście nie wiem jak to wygląda w żłobkach publicznych, jednak prywatne z reguły mają coś w rodzaju programu edukacyjnego. Warto się dowiedzieć jak wygląda sytuacja z nocnikowaniem, oraz jakie atrakcje przewiduje żłobek.

6. Czy dziecko ma uczulenia pokarmowe?
Jeżeli dziecko ma jakieś uczulenia pokarmowe warto wcześniej się dowiedzieć jak żłobek to respektuje. Jeśli byłyby z tym jakiekolwiek problemy to trzeba wiedzieć na ile w żłobku dziecko może mieć wyżywienie własne na ile korzysta z jakiejkolwiek formy cateringu.

7. Czego wymagam od żłobka?
Konieczne jest ustalenie priorytetów. Jeżeli masz jakiekolwiek priorytety warto je spisać po czym przy rozmowie z dyrekcją placówki wypytać dokładnie o te aspekty. Oczywiście czasem trzeba iść na kompromis. W żłobku do którego uczęszcza mój malec próbowałam wprowadzić opiekunki w wielopieluchowanie, niestety dla ciotek to było zbyt duże wyzwanie więc musiałam darować sobie takie "doświadczenia". Wielopieluchy zostały w domu i nadal są używane, a do żłobka zanosimy jednorazówki.

8. Jak wygląda okres adaptacji i polityka żłobka?
Są żłobki które nie wpuszczają rodziców do salek, są żłobki w których przy okresie adaptacji rodzic jest przy dziecku, są żłobki z jeszcze inną polityką. O to też koniecznie trzeba wypytać.

9. Jaką opinię ma żłobek?
Jest dużo grup na facebooku, które łączą młode mamy. Warto się zapytać grupowiczek, czy wiedzą coś na temat upatrzonego żłobka. Często te mamy potrafią odpowiedzieć na te pytania, na które dyrekcja żłobka niekoniecznie udziela odpowiedzi.

10. Jak wygląda proces rekrutacji?
To jest jedno z najważniejszych pytań. Jak tylko zostanie podjęta decyzja o posłaniu dziecka do żłobka należy się dowiedzieć jak przebiega rekrutacja. Podejrzewam, że każde miasto ma swoje wytyczne, do których należy się zastosować.

11. Jakie zaświadczenia muszę przygotować?
Jeśli staramy się o jakiekolwiek dofinansowanie trzeba zebrać komplet dokumentów. Np. zaświadczenie z pracy, studiów itp, jak również udowodnienie, że dziecko zamieszkuje na terenie danego miasta. Czasem wystarczy umowa najmu, czasem musi być zaświadczenie o zameldowaniu stałym lub czasowym.


To są pytania, które mi pomogły w wyborze żłobka. Obecnie najmłodszy uczęszcza do żłobka Elfiki przy Legnickiej we Wrocławiu. Osobiście jestem zadowolona z tego żłobka. Jeśli ktoś zastanawia się nad tym żłobkiem mogę w przyszłości napisać recenzję, która będzie na duży plus. :)


Pozdrawiam
Honia

środa, 4 kwietnia 2018

Wiosna!!! W galerii handlowej?

W końcu wiosna, można wyjść z domu i się ruszyć - mam kolejne wyzwanie ;) trochę zyskać na kondycji i zniwelować co nieco worek poporodowy, który mi wisi zamiast brzucha.
Jak niektórzy wiedzą obecnie pracuję w sklepie z butami Salamander. Sklep znajduje się w galerii handlowej. Moje zaskoczenie jak bardzo społeczeństwo jest uzależnione od galerii handlowej sięga zenitu. Dwa dni świąt mieliśmy pozamykane galerie i sklepy i już w drugi dzień świąt ludzie świrowali. Otwieram fb i w każdej grupie terytorialnej były niezłe rozkmninki gdzie i co jest otwarte.
Po co? Była ładna pogoda. Można było pojechać na spacerek za miasto, pójść na rower, rolki itd...
Pomysłów można by wynaleźć wiele.... ale łatwiej spytać o sklep.
Dzień po świętach akurat miałam dzień w pracy. I... kupa ludzi, wszędzie, w całej galerii. Utarg na kasie jak w normalny dzień w tygodniu, więc na sprzedaży się to jakoś nie odbiło. Sporo było "apaczy"(a pacze i pacze i pójdę) i turystów (ta sama logika). Sęk w tym, że pogoda jest genialna na spacery, a między regałami widuję matki z dziećmi, które widzę ponownie po kilku godzinach i oczywiście wściekłe bo dzieci zaczynają marudzić.
Ludziska obudźcie się. Życie to nie galeria handlowa. Niedziele bez handlu nie robią wam krzywdy, wręcz przeciwnie.
Tak chciałam pomarudzić i lecę zrobić przecier owocowy dla moich facetów i jedziemy za miasto :)
Pozdrawiam
Honia

środa, 21 lutego 2018

Nie wypaliło

Nokia mnie nie chce na akademii, ale nie dziwię się. Widocznie nie byłam w grupie najlepszych. Skoro tak to muszę zacząć sobie ogarniać wszystko po kolei. Może coś błędnie zrozumiałam, a może moja wiedza była po prostu za mała. Postanowiłam sobie zrobić notatki. Tak, tu na blogu :)
Chcę jeszcze raz "przerobić" syllabus ISTQB i ogarnąć info tyczące się telekomunikacji i informatyki. Zobaczymy co mi z tego wyniknie ;P.
Pozdrawiam
Honia

piątek, 16 lutego 2018

English-Line - moja opinia na temat szkoły

Kiedyś wspominałam, że zapisałam się na kurs jęz. angielskiego. Właśnie tydzień temu zakończyłam semestr. Uczyłam się w szkole językowej English-Line
Ogólnie z kursu jestem zadowolona mój angielski na pewno się utrwalił, o ile nie skoczyłam o min. pół poziomu w górę, nabrałam odwagi w mowie oraz wyjaśniono mi kilka zagadnień gramatycznych (w pół roku chyba nie dałoby się ogarnąć całej gramatyki). Sam wybór poziomu grupy miałam dobry. Najpierw na stronie szkoły rozwiązałam test który był wstępem do określenia mojego poziomu języka. Następnie zaproszono mnie na rozmowę z lektorem, który określił jaki mam poziom języka w mowie oraz przyrównał z wynikiem testu. Byłam między poziomem A2 i B1. Następnie zaproponowano mi lekcję pokazową, czyli poszłam na zajęcia istniejącej grupy i mogłam określić czy chcę wyższy lub niższy poziom. W końcu dołączyłam do grupy na poziomie A2+. Semestr trwał do lutego ja startowałam od listopada (dołączyłam już w trakcie semestru).
Na samych zajęciach rozmowa odbywała się tylko w języku angielskim poziomowo dostosowanym do grupy. Każde nowe słówko było definiowane po angielsku czego wynikiem jest zwiększenie rozumowania w języku. Dodatkowym atutem jest platforma internetowa, na której można sobie powtórzyć słówka z danej lekcji. Szkoła nie zmusza do zakupu podręczników, na każdej lekcji uczeń dostaje kserówki z materiałami jakie akurat są potrzebne oraz z pracą domową. 
Osobiście jestem zadowolona z kursu i najprawdopodobniej jak życie osobiste i zawodowe mi się ustatkuje to powrócę do tej szkoły na kontynuację. 
Z czystym sumieniem mogę polecić tę szkołę. Jeśli jesteś z Wrocławia, a szukasz szkoły językowej to się skontaktuj z English-Line. Po rozmowie z lektorem i lekcji próbnej sam(a) określisz czy chcesz się tam uczyć. 

czwartek, 15 lutego 2018

Od fryzjera do testera

Ostatnio postawiłam sobie taki cel.  Chce zostać testerem. Czemu?  Od dawna kręcił mnie świat IT, nie raz się śmiałam, że jestem najlepszym informatykiem wśród fryzjerów.
Osobiście czekałam na 10 edycję Nokia Academy. Liczyłam na październik poprzedniego roku,  ale wyszło trochę później. Gdy straciłam nadzieję na "najkrótszą drogę", podjęłam decyzję - podeszłam do egzaminu ISTQB Foundation Level. I zdałam go pozytywnie <hurrrra!!!!>. Jednak po wysłaniu kilka CV doszłam do wniosku że to za mało i podjęłam kolejną decyzję - zapisałam się na studia zaoczne na kierunek Informatyka. Od marca znowu będę studentką. Żeby nie siedzieć w domu przy okazji podjęłam pracę w galerii handlowej, która jest zaraz obok bloku w którym akurat mieszkam.
A tu nagle!!! BUM!!! Nokia ogłosiła nabór do 10 edycji akademii. Więc CV dopieszczone jak nigdy zostało wysłane. I nerwowe sprawdzanie skrzynki mejlowej. W końcu się doczekałam, przyszło zaproszenie na wykład i na egzamin. Hurra!!! Po wykładzie uczucie super. Informacje z wykładu pokrywają się z moimi zainteresowaniami (to chyba praca dla mnie)  :) Jednak po egzaminie czuję niedosyt. Zabrakło mi tego jednego wolnego dnia....  No cóż musiałam się uczyć po pracy, a jak wiadomo umysł nie jest za bardzo nastawiony na przyjmowanie wiedzy wieczorami po ciężkim dniu. Ale trudno. Teraz tylko czekam na wyniki.
Co ma być to będzie.
Mam nadzieję, że to (przed)ostatni krok programu "od fryzjera do testera". Zobaczymy co czas pokaże.
Pozdrawiam
Honia

wtorek, 30 stycznia 2018

Szykujemy wyprawkę dla dziecka - przewijak

Przewijak to gadżet, który dla jednych mam jest niezbędny, a dla innych totalnie niepotrzebny. Ja należę do tej pierwszej grupy. Przydatnym dodatkiem do przewijaka jest przybornik, o którym napisze więcej w niedalekiej przyszłości.
Według mnie im dłuższy przewijak tym lepiej. Moje dziecko ma już 1,5 roku i nadal korzysta z przwijaka, natomiast wielu rówieśników już wyrosło ze swoich krótkich przewijaków.
Dużym plusem przewijaka jest to, że nie musisz się schylać przewijając dzieciątko, a przyznam, że mimo, że rodziłam siłami natury, schylać się na początku nie było lekko. Koniecznością przy przewijaku są nóżki, które zapobiegają przesuwaniu się po łóżeczku. Niektóre znajome mamy zakupiły sobie dodatkowo prześcieradełka na przewijak, ja natomiast na początku kładłam pod dziecko flanelę, a po kilku miesiącach jak dziecko zrobiło się ruchliwe zrezygnowałam nawet z flaneli. Przed i po każdym użyciu czyściłam/przecierałam wilgotnymi chusteczkami.

Podsumowując - im dłuższy przewijak tym lepiej. Oraz plusy z minusami:
- zajęcie dodatkowego miejsca
- gdy dziecko się znajduje na przewijaku trzeba czuwać by nie spadło
- przy ruchliwym dziecku nie jest bezpiczny
+ nie trzeba się schylać przy przewijaniu
+ przydaje się przy wietrzeniu pupy (o tym też niebawem napiszę)
+ po kąpieli chroni łóżko/łóżeczko (to na czym stoi) przed zamoczeniem
+ łatwy do utrzymania w czystości
+ tani  - używane dostaniesz już za 10zł, a w sklepie max 60zł
+ świetna podkładka pod dziecko na łóżko/podłogę/cokolwiek :)

Na pewno jeśli korzystałaś lub zamierzasz korzystać z tego cuda wyrobisz swoje własne zdanie. A teraz? Jakie masz zdanie na temat przewijaka?

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Problemy współczesnych matek

Jestem mamą ponad rok i w tym czasie zdążyłam dołączyć do kilku grup na fb o tematyce dziecięco-mamusiowej. Jednak często zastanawiam się nad poziomem zadawanych pytań. Ostatnio zdziwiło i przeraziło mnie pytanie typu - kto jest ważniejszy mąż czy dziecko? Poziom pytania zacny, ale i odpowiedzi zacniejsze. Mamuśki jedna przez drugą, że dziecko.... bo mąż może odejść... bo nosiłam pod serduchem itd.
Po części racja, ale dziecko też kiedyś odejdzie, założy swoją rodzinę i będzie odwiedzać co jakiś czas. Mąż natomiast ślubował, że będzie z żoną do "usranej śmierci". Po za tym to ogólna definicja jest taka, że dzieci biorą się z miłości. Ok... są wyjątki od reguły. Czasem wpadka, czasem deszcz. Nie zawsze ojciec dziecka jest kimś super. Jednak jeśli to już mąż to chyba kobieta będąca jego żoną jakieś uczucia chyba ma.
Patrząc na mój związek to nie umiałabym wybrać, który z moich chłopaków jest ważniejszy. Za obu dałabym się pociąć i obu kocham nad życie. Jednak mam świadomość, że to z mężem będę do końca życia. Więc robię (prawie) wszystko by był ze mną szczęśliwy. Bo szczęście w związku to podstawa. :)

Przeczytaj to koniecznie

Dziś przekopiowana historyjka z innego źródła, którą pragnę się z wami podzielić :)
Pozdrawiam :)



 Przeczytaj tę historię.
    Wczuj się w nią mocno.
    I wtedy zdecyduj jak zaczniesz jutrzejszy dzień.       

Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada. Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia.       
Zapytany jak się czuje odpowiedziałby:     
"Gdyby było lepiej, już bym chyba nie wytrzymał!".       
Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień,  Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji. Widząc to, bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go:
- Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?       Michał odpowiedział:   
- Każdego ranka, gdy się budzę mówię sobie -"Michał, masz dzisiaj dwie możliwości -możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor". I wtedy wybieram dobry humor. Za każdym razem, gdy wydarza się coś niedobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem, gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony."       - Zaraz, to nie jest takie proste! - Zaprotestowałem.
- Ależ tak, to właśnie takie jest. - Odpowiedział Michał. - Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie. To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie.       
Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji. Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek. Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku. Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział:
- Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał! Chcesz zobaczyć moje blizny?
Nie chciałem, ale zapytałem, o czym myślał w chwili wypadku.
- Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić. - Odpowiedział Michał. - Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie.       
- Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności? - Spytałem.       
Michał kontynuował:
- Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem "ten facet już nie żyje". Wiedziałem, że muszę coś zrobić.
-I co zrobiłeś? - Spytałem. Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie.
- Opowiadał dalej Michał. Spytała, czy jestem na coś uczulony.     
"Tak" - odpowiedziałem.
Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem: "na grawitację". Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem:     
"Wybieram życie. Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego."     
Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie. Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim. Warto korzystać z życia na maxa czerpać je pełnymi dłońmi i nie przejmować się głupotami!

Masz teraz dwie możliwości:     
1. Wyrzucić tę historię i zapomnieć.    
2. Opowiedzieć ją ludziom, na których ci zależy.     

Ja wybieram drugą!  Pozdrawiam     


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Moda na Toksyczność




"XXX jest toksyczny"
Ile razy słyszeliśmy takie stwierdzenie o kimś z naszego grona? Może sami je wypowiadamy? Ale też analogicznie, ile osób mogło o nas tak powiedzieć?

Ostatnio zauważyłam, że to jest bardzo popularne. Brak pracy nad sobą i obarczenie winą za nie powodzenie kogoś kto jest "toksyczny". Sporo osób tak robi. Nawet wobec swoich rodziców. Nie raz się spotkałam z tym, że nasze niepowodzenia teraz są spowodowane tym, że rodzice czegoś w wychowaniu niedopilnowali. Czasem nawet słyszę to od osób mających już po 40-50 lat. Tylko takie skromne "WTF?" z reguły opuszcza się dom rodzinny w wieku ok 20-25 lat, a przynajmniej już się jest wtedy na tym etapie, że wiemy czego chcemy od życia, więc rodzice tu już mają niewiele do powiedzenia. Poznałam też "toksyków" z linii teściowa-synowa. Niby synowa toksyczna, bo synka "wytresowała", bo źle dzieci wychowuje itp. A teściowa zła, bo się wpiernicza w życie..... A tak na prawdę synowa nie ma odwagi powiedzieć i wyegzekwować niezależności, a jak już to robi to oczywiście wojennie. Natomiast teściowa zamiast kibicować/pomagać w wychowaniu to narzuca za wszelką cenę swoje ideologie wychowawcze.... i co? obie baby robią się "toksyczne", wiele razy słyszałam, że czyjaś teściowa jest toksykiem.... ale skoro synowa zamiast pogadać się rzuca.... a teściowa zamiast delikatnie zasugoreować to, albo czeka na domysły i się obraża, albo narzuca swoje i się dziwi że ktoś nie chce takiej "pomocy". Cóż.... brakuje wzajemnego zrozumienia....
Ale też i po za rodziną spotykamy "toksyków", ktoś jest toksyczny, bo ma silniejszy charakter, bo głośno mówi co myśli, bo ma odmienne zwyczaje itd.... ale "Toksycy" bardziej pomagają nam odkryć nasze słabe strony, zamiast się od nich odcinać powinniśmy pracować nad siłą własnego charakteru, lub nie wkraczać w sferę "toksyczną".

Ogólnie ostatnio naprzemiennie drażni mnie i śmieszy pojęcie "toksycznych ludzi". Prawdziwych "toksyków" jest niewiele. Jednak wiele narobiło się "ofiar losu", oskarżających "toksyków" za swoje niepowodzenia.

No ale cóż... co złego to nie ja :D

poniedziałek, 18 grudnia 2017

łoś kurcze

Zamiast konkretów dziś zapodam takie "pitu pitu".
Jak widać nadal żyję, ale mam totalny brak czasu. Jak wiecie blog dla mnie jest chwilą relaksu, a nie obowiązkiem. Być może dlatego nie rozumiem wypocin blogerek opisujących jak "ciężkie jest życie blogera". Mniejsza o to, bo mnie zaraz zjedzą te ciężko pracujące nastolatki żyjące za kasę rodziców i łudzące się, że pisząc po raz setny to samo staną się milionerkami. Oczywiście trafiłam w swoim życiu na kilka porządnych blogów, które, aż chce się czytać, ale niestety tego nie da się liczyć w procentach, może  promile byłyby idealną jednostką (tych co myślą o alkoholu odsyłam do tablicy miar, która jest na poziomie gimnazjum).
Lecąc dalej... Dawno mnie tu nie było bo czekają mnie kolejne zmiany. Ze względów zdrowotnych musiałam się przekwalifikować. Co będę robić pochwalę się jak dostanę pracę ;P

W każdym razie u mnie same nowości. Jak przez cały ostatni rok ;P

Pozdrawiam Honia

czwartek, 23 listopada 2017

Wypaśny burger w papryce


Dziś zaprezentuję wam moją wersję burgera. Wersja ta może również trafić do jakże modnej diety bezglutenowej.  :)
Natchniona wizytą w jednym lokalu chciałam spróbować zrobić burgera w sałacie.... Jednak sałata mi się pokruszyła przy myciu :)

Do wykonania potrzebowałam 
mięsa mielonego
 (i składników do zrobienia klasycznego kotleta mielonego)
Boczku
Salaty
Paprykę 
Pomidorów 
Ogórka 
Sosu do hamburgerów
sera zółtego startego


Zaczęłam od zrobienia masy takiej jak na klasyczne kotlety mielone (wymieszałam mięso mielone drobno posiekaną cebulkę, dużo przypraw, jajo i trochę bułki tartej - oczywiście bezglutenowcy mogą pominąć lub znaleźć zamiennik bułki).

Uformowałam mega płaskie ale za to mega szerokie kotlety które zawinęłam w plasterki boczku i  ułożyłam w opiekaczu. 

Opiekacz jest dobrym rozwiązaniem gdyż nie pozwala kotletom "napompować się" i zachowują swoją grubość :) tzn pozostają płaskie.

W czasie gdy kotlety się piekły przystąpiłam do pracy nad warzywami. Opłukałam je dokładnie
Paprykę przekroiłam na pół a ogórka i pomidora pokroiłam na pasterki. 

Na "spodnią" paprykę położyłam trochę sałaty i polałam sosem hamburgerowym.  
Gdy kotlety się upiekły przełożyłam na sałatę, posypałam startym serem i położyłam na wierzch ogórka i pomidora. 
Przykryłam  pozostałą częścią papryki i podałam do stołu :)

Mąż był zachwycony :)

Po zjedzeniu wyciągnęliśmy kalkulator i paragon ze sklepu i policzyłam koszt produktów zakupionych na ten posiłek, wyszło w okolicach 30zł. W lokalu gdzie zaserwowano nam o wiele uboższą wersję (zwykły kotlet burgerowy +sałata+palesterunie pomidora+plasterek cebuli+kapka sosu), za samego burgera życzą sobie ok 17-18zł (drożej niż burger w bułce). Więc jeśli masz ochotę na burgera w wersji chyba zdrowszej to polecam zrobić w domu. Koszty wyjdą podobnie, a dodasz ukochane składniki i wiesz co masz zrobione :D no i masz jeszcze trochę warzyw na drugi dzień do kanapek, sałatek itd


Jak Wam się podoba moja wersja "zdrowszego" burgera? Może i wy macie jakieś szalone pomysły na zmodyfikowanie standardowych przepisów?

Pozdrawiam Honia

wtorek, 21 listopada 2017

Second hand - moje zdobycze





Dzisiaj po lekcji angielskiego byłam w second hand'zie (po prostu w szmatksie) :D
Nazwa tego sklepu z odzieżą używaną to ŁapCiuch we Wrocławiu na Nowym Dworze. Dzisiejszy cennik na rzeczy z wieszaczka to 2 zł/szt, więc warto było skorzystać. :D
w sumie wydałam 18,50 zł - czyli 9 rzeczy + torba :D

Sukienka
Firma - Stockh Lm

Spódnica Renee Tyler collection (brzmi dumnie). Jednak w domu zorientowałam się że to jednak nie mój fason ;/ Chyba pójdzie do przeróbki :D


Kolejna spódnica - MacScott 
z bluzką koszulową będzie lepiej wyglądać ;) no i muszę jeszcze nieco oponki stracić do takich kiecek :D


 Ostatnia spódniczka - chyba najlepsza :D - Monki


Spodnie Only - chyba najlepszy dziś zakup :D - są wygodne i idealnie dopasowane ;P Tylko foty dobrej nie mogłam zrobić ale będą dalej na fotach z bluzkami :)


Bluzka bezmetkowa ;) ale widzę że jest super będzie mi fajnie pasować do legginsów wiosną :)


Bluzka In Wear z luźnym kołnierzem :) 

Bluzka H&M - wiem nie umiem pozować ;P


I prosta bezmetkowa zielona bluzka - taka pod bluzę na jesienne wieczory :)

Wiem, że słabo pozuję więc połowu uroku tych ciuszków odebrały moje pozy towarzyszące wciąganiu brzuszka ;P ale cóż po porodzie ciężko mieć figurę idealną. Jednak nadal dążę do celu. To moja pierwsza fotorelacja z zakupów więc również proszę o łaskawość w ocenie. 
Pozdrawiam
Honia :)




sobota, 18 listopada 2017

Jak zadbać o włosy kręcone?



Dobra pielęgnacja włosów kręconych zaczyna się od dobrego fryzjera. Bez dobrego strzyżenia wiele pań (o ile nie wszystkie) mają problem z ułożeniem loczków. Oczywiście poznacie dobrego fryzjera po pierwszym strzyżeniu. Włosy zostaną umiejętnie przerzedzone tak by się uniosły i ułożyły w lekką fryzurkę i oczywiście nie będą "powygryzane" ;)
Pierwsza wizyta u dobrego fryzjera może spowodować, że połowę włosów niby stracisz, ale nie będziesz tego żałować. 

Kolejną sprawą jest dobór kosmetyków. Na blogu nie lubię tego robić, bo nie mogę dotknąć włosów, obejrzeć i usłyszeć jakie klientka ma zwyczaje i upodobania włosowe, dlatego znowu będą ogólniki.

Jeśli chcesz wygładzić to: 
>Szampon - jeśli skóra głowy jest oki poleciłabym ten do włosów kręconych lub na bazie olejków.
>Odżywka/maska - w większości przypadków polecałam maski wygładzające, z keratyną, na bazie olejków lub po prostu do włosów kręconych
>Pielęgnacja bez spłukiwania - kremy do włosów wygładzające lub z keratyną w przypadku, gdy to już jest za ciężkie to odżywki na bazie olejków lub olejki.

 Jeśli chcesz podkreślić objętość
>Szampon - szampon zwiększający objętość lub odpowiedni do stanu skóry głowy
>Maska/odżywka - w tym wypadku może być odżywka zwiększająca objętość, z keratyną, na bazie olejków lub po prostu do włosów kręconych
>Pielęgnacja bez spłukiwania - można pominąć z zastosowaniem obserwacji, ewentualnie lekkie olejki 

Oczywiście to są propozycje. Podstawą jest obserwacja włosów po zastosowaniu nowego kosmetyku.